Szczyrk - narty
Na ferie pojechałem tylko z córą. Syn był zagrożony z matematyki, a żona nie dostała urlopu, więc decyzja nasuwała się nam sama. Oczywiście Pawel był obrażony, że w ostatni dzień przed feriami dostał zbiór zadań z matematyki, a nie nowe narty, ale na takie rzeczy jak nowy sprzęt, trzeba sobie zasłużyć. Jolcia była przeszczęśłiwa. W końcu mogla odetchnąć od szkoły. Szczyrk bardzo się jej spodobał. Kiedyś była już w górach i choć Szklarska Poręba to było całkiem coś innego, to daje jednak jakąś skalę porównawczą. Postanowiliśmy, że nauczymy się jeździć na nartach. W Szczyrku jest wiele stoków, ale my ambitnie wybraliśmy najcięższą trasę. W pensjonacie
Szczyrk, gdzie się zakwaterowaliśmy, dostałem namiar na doskonałego instruktora, który nauczył świetnie nie tylko mnie nart, ale i Jolę. Początki były oczywiście ciężkie. Trzeba było się naprzewracać, by w końcu pojąć prawidła sztuki narciarskiej. Po dwóch tygodniach, nie powiem, szło nam nawet bardzo dobrze. Żona nie chciała uwierzyć, że instruktor pochwalił mnie za czysty styl, podejrzewal że kiedyś jeździłem.